Translate

czwartek, 27 lipca 2017

David Garrett - AIR (Johann Sebastian Bach).



      Jest takie miejsce...

    gdzieś
    pomiędzy słońcem,
    a księżycem...
    pomiędzy tym co było,
    a tym co będzie...
    pomiędzy
    wszystkim i niczym... 
    pomiędzy nigdzie i wszędzie
    jest takie miejsce...

    Tam 
    niezmącona trwa cisza
    w kolebce życia
    i pięknym blaskiem
    emanuje serce... 
    

czwartek, 20 lipca 2017

Jak rutyna potrafi zwieść




Czy zdarzyło wam się kiedyś iść do pracy, chociaż nie było takiej potrzeby, bo dzień był jak najbardziej wolnym dniem?

Ja wczoraj poszłam do pracy o godzinę wcześniej i nie od razu się w tym zorientowałam, jako że Dom jest „otwarty” zawsze. Dopiero po pewnym czasie coś zaczęło mi się nie zgadzać. Było trochę śmiechu i mogłam godzinę wcześniej iść do domu.
 W związku z tym przypomniały mi się różne historie.

 Kilka razy zdarzyło się, że wstałam, zaczęłam przygotowania, zrobiłam kanapki, ale jakoś w porę ocknęłam się, że jest niedziela. Teraz pracuję co drugi tydzień inaczej, więc budzik na wszelki wypadek zawsze mam włączony. Gdy się budzę, to przez chwilę  upewniam się, że dzień jest wolny i dopiero zasypiam dalej.
Moja siostra lubiła popołudniowe drzemki. Kiedyś po takiej drzemce zerknęła na zegarek – była szósta. Przekonana, że to szósta rano(wstawała o wpół do szóstej), zerwała się, wrzuciła szybszy bieg żeby się wyrobić i w pośpiechu wypadła z domu. Była jesień, więc na dworze o tej godzinie było tak samo. Po drodze siostra wstępowała po koleżankę, z którą razem pracowały i tam u tej koleżanki, po długich  dyskusjach wyjaśniło się, że jednak nie jest rano tylko wieczór! Ale nie tak łatwo było przekonać siostrę, dopiero dobranocka w tv potwierdziła rację koleżanki.

Bardzo dawno temu miałam sąsiada, który nie używał budzika ani nawet zegarka, bo orientował się doskonale i bez tych wynalazków.
Budził się automatycznie o piątej i to był właściwy czas, aby się oporządzić, zebrać i wyjść na oddalony o trzy kilometry PKeS.
Kiedy sąsiad przychodził na przystanek, w kilku oknach pobliskich domów zwykle świeciło się już światło. Pewnego dnia wstał jak co dzień na wyczucie, ogarnął się i wyruszył na autobus. Na miejscu trochę się zdziwił, że w żadnym oknie nie świeciło się jeszcze światło(lamp ulicznych na wsi jeszcze wtedy nie było), ale nie tak bardzo, bo w tamtych czasach elektrownia często wyłączała prąd. Usiadł na ławeczkę, zapalił sporta i cierpliwie czekał. Po jakimś czasie spalił jeszcze trzy papierosy, ale autobusu ni widu ni słychu.   Sąsiad był człowiekiem spokojnego i wesołego usposobienia, ale tym razem zaczął się denerwować.
- Nic, tylko pekaes się popsuł – pomyślał z rezygnacją, zapalając kolejnego sporta. Od długiego czekania czuł przenikający go jesienny ziąb. Powziął decyzję o powrocie do domu, podczas gdy  nieopodal zapaliło się światełko w oknie. Po chwili w następnym domu i jeszcze gdzieś dalej. Pomyślał, że elektrownia włączyła światło, ale coś tu się nie zgadzało – światło powinno zapalić się wszędzie jednocześnie…
Po chwili rozbłysło światło na podwórku w pobliżu przystanku. Był to znak, że gospodarz wyszedł na zewnątrz. Mój sąsiad był człowiekiem kontaktowym i znał się ze wszystkimi, więc udał się na pogawędkę.
Na jego „dzień dobry” gospodarz aż podskoczył.
- Ale mnie wystraszyłeś! Co ty tak wcześnie tu robisz?
- Wcześnie? – zdziwił się mój sąsiad – A która godzina teraz?
- Za dziesięć piąta.
- Ku..a! – skomentował sąsiad w jedynie słuszny i uzasadniony sposób w zaistniałej sytuacji.
Do autobusu było jeszcze dwie godziny czasu!
To o której ty wstałeś chłopie?! – zapytał nagle rozbawiony gospodarz i zaprosił mojego sasiada na gorącą herbatę.

I tak tamtego dnia sąsiad kupił sobie zegarek. 

niedziela, 9 lipca 2017

Najlepszy dywizjon RAFu


https://www.youtube.com/watch?v=H-NFLiqt4eg

Dywizjon 303 | Ci cholerni cudzoziemcy | Bloody Foreigners The Battle of Britain


Podążając śladami Polaków


Chciałam zamieścić na blogu film, który jest streszczeniem filmu "Ci cholerni cudoziemcy" ale nie udało mi się. (technika to nie jest moja mocna strona)
Podaję link do całego dokumentalnego filmu z polskim lektorem.  Film trwa 50 minut. Jeśli ktoś nie oglądał to szczerze polecam - ja obejrzałam kilka razy. Jest to historia bitwy o Anglię, ale pokazana od podszewki - przemilczana historia...


      Do wzgórza nad kanałem La Manche mam blisko, zaledwie pół godziny samochodem. Bywam tam co jakiś czas, żeby posiedzieć w ciszy...


Jest takie miejsce nad kanałem La Manche,
teraz tam taka cisza trwa...
Na błękitnym niebie latają tylko ptaki
ciesząc się wolnością...
Biały motyl przysiadł
na drzemiącym wśród stokrotek samolocie...
W dole morze szumi historyczną pieśń
unosząc w górę bryzę aż na urwisty brzeg...






Na tablicach doliczyłam się dużo ponad sto polskich nazwisk, nie mogłam ich tutaj wszystkich umieścić, więc chociaż symbolicznie. No i umknęło mi gdzieś nazwisko słynnego Josefa Frantiska -  Czecha w polskim dywizjonie.